Szukaj na tym blogu

czwartek, 3 stycznia 2013

Portiernia ( część 3 z 6 )

Ludzie przestali ufać tymże związkowcom, to nie były już czasy tej pierwszej tak
prawdziwej Solidarności. Dyrektor dążył pociągany z tyłu za sznurki przez grupę byłych osobistości partyjnych, aby doprowadzić zakład do upadku i przejęcia go za bezcen. Siedząc tak na ławce Czesiek wspominał te przeszłe czasy, gdy usłyszał:
- Dzień dobry panie Czesiu - przywitała się z uśmiechem pani Basia.
- A... dzień dobry pani Basiu - wstał z ławki podając rękę na przywitanie.
- A co pan tak siedzi sam przed bramą, wpuścić pana nie chcą czy co?
- Siedzę, bo trochę za szybko przyszedłem, spać nie mogłem po tym, co pani mi powiedziała, gdy miałem służbę w dzień.
- Panie Czesiu będzie wszystko dobrze, niech pan tak się nie przejmuje tym, co powiedziałam może tak i nie będzie.
- A ja jednak to czarno widzę, komu dziś potrzebny inwalida, nawet i tu na portierni.
- No wie pan nowy prezes i nowa spółka, prywatna do tego.
- Stary komuch i złodziej to ma być nowy prezes, pani Basiu?
- Ciszej panie Czesiu, po co pan tak głośno o tym tak mówi jeszcze, kto usłyszy?
- No widzi pani sama niby nastała demokracja a nawet nie można głośno wyrażać swoich poglądów, może i ten Roman ma rację.
- Muszę już iść na pewno zaraz przyjedzie pan prezes trzeba go jakoś powitać -
powiedziała to i biegiem pobiegła przez furtkę do biura.
„ Ot, co - pomyślał Czesiek patrząc jak znika postać pani Basi za bramą - jeszcze jedna, co będzie nadskakiwać nad panem prezesem, a niedawno temu sama była przeciwko niemu”.
Wstał z ławki spojrzał na zegarek była za kwadrans siódma, więc był już czas, aby udać się na portiernię, idąc ku furtce usłyszał klakson samochodu, obejrzał się i zobaczył pana prezesa za kierownicą pięknego samochodu. Z portierni wybiegł Roman kłaniając się nisko i otworzył bramę. Czesiek spojrzał na swojego zmiennika
i puknął palcem w głowę na znak jego głupoty. Roman kłaniając się swojemu szefowi
zamknął za nim bramę, gdyż tylko pan prezes mógł wjeżdżać na teren zakładu samochodem, reszta załogi musiała parkować przed bramą oczywiście tylko ci, co mieli swoje samochody, ale tych akurat dużo nie było. Takie było jedno z pierwszych zarządzeń pana prezesa. Czesiek westchnął i przeszedł furtką do zakładu ”Może i na ostatni dyżur” - pomyślał.
Otworzył drzwi, spojrzał na Romana piszącego coś w książce dyżurów.
Podpisał listę obecności i zwrócił się do Romana:
- No kolego twój czas się kończy, zmykaj do domu.
- Tylko nie zmykaj, a co do czasu to właśnie zaczyna się dla mnie nowa era w pracy,



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...