Szukaj na tym blogu

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozmowa w trzech kierunkach - część 1 ( 6 ) Opowiadanie obyczajowe.

Tego dnia do rodzinnego domu o dziwo wszyscy przybyli punktualnie, nawet jedyna córka z mężem przybyli przed samą mszą piątej rocznicy śmierci żony i matki, Janiny Borkowskiej. Mąż Władysław Borkowski, głowa tejże gałęzi rodziny przez okres dwóch miesięcy przebywał w szpitalu i sanatorium po wypadku, jako kierujący rowerem został potracony przez pijanego kierowcę, który zbiegł z miejsca wypadku. Od śmierci żony, Janiny zamieszkiwał sam w domu jednorodzinnym na osiedlu domków jednorodzinnych. Dom rodzinny Borkowskich składał się z parteru i poddasza. Na parterze znajdowały się 3 pokoje, kuchnia, łazienka, korytarz i spiżarka, na poddaszu 2 pokoje, łazienka i niewielka suszarnia. Władysław pragnął, aby po śmierci żony ktoś zamieszkał z bliskich w tym domu, ale przez dłuższy czas po pogrzebie nie było chętnych na zamieszkanie z nim. Jakoś dwa lata po pochowaniu żony zamieszkała z nim jedyna córka z mężem, po powrocie z Londynu. Jednak po roku wyprowadzili się do swojego nowo zakupionego mieszkania w bloku na osiedlu. Władysław ponownie został sam w swoim domu. Z pozostałych dzieci nikt nie miał zamiaru zamieszkiwać ze schorowanym ojcem. Każdy z trzech synów posiadali swoje mieszkania w tym samym mieście. Wszyscy byli żonaci i każdy miał dzieci. Więc starszy człowiek, schorowany i po przejściach musiał sam mieszkać na sporej powierzchni mieszkalnej. Było jemu ciężko, gdyż musiał sam opalać swój dom, zdrowie pozwalało jemu jeszcze na funkcjonowanie przy prostych pracach domowych, przy domu był niewielki ogródek i kilka owocowych drzewek. Synowie wprawdzie pomagali w cięższych pracach, ale on chciał, aby ktoś zamieszkał z nim choćby tymczasowo w czasie zimy...
         Drzwi zamknęły się po ostatnim wchodzącym do domu zięciu Damianie. Jego żona Dorota kończyła rozkładanie naczyń w największym pokoju. Pracy było przy tym sporo,bo w tym wyjątkowym dniu wszyscy członkowie rodziny zjawili się prosto po mszy na ciepły poczęstunek w domu rodzinnym.
- Dobrze, że już jesteś kochanie, to pomożesz mi przy nakryciu stołu – przywitała Dorota męża.
- A co brakuje ci rąk do pomocy, gdzie są wszyscy? – zapytał się zaskoczony, iż tylko jego żona sama się kreci przy stole.
- Tak brakuje, ojciec położył się w swoim pokoju, a reszta poszła na górę, nie wiem, po co, ale nie ma ich, dzieci są w drugim pokoju na telewizji i sama tu się kręcę – odpowiedziała ściszonym głosem, pokazując na pokój ojca.
- To jak trzeba to pomogę, a co to wszyscy tak poszli na górę, to coś podejrzanego, bracia razem rozmawiają to dość dziwne jak na mój sposób myślenia, przecież oni na sobie psy wieszają zawsze, no dziwne i to bardzo, trzeba to gdzieś zapisać, a żony też są z nimi? – zapytał się ironicznie.
- Tak są, to takie dziwne, że ze sobą chcą porozmawiać, a może rozmawiają o ojcu? – odpowiedziała kierując się do kuchni, gdyż zagwizdał czajnik.
- A ty to, co a ja to nie mamy nic do powiedzenia, tylko oni sami czy to nie jest dziwne?- zapytał się idąc z żoną do kuchni. 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...