Szukaj na tym blogu

piątek, 30 maja 2014

Godziny oporu - opowiadanie (powtórka) cz 4 z 9

- Nie to zły pomysł, Bartek najwyżej zostanie u Romka na noc, to żaden problem, przecież wiesz, że są najlepszymi przyjaciółmi – stwierdziła Anka, pogodzona myślą, że już ukochany musi iść sobie z tejże imprezy, choć marzyła o chwili sam na sam z nim, ale wyszło jak wyszło.
 - To zbieramy się, Robert ocknij się już idziemy – krzyknęła na chłopaka Jolka.
- Dobra już idę, idę, co tak mnie gonisz, ja mogę i tu spać – opieszale wstawał na nogi przeciągając się rękoma ku sufitowi spoglądając błagalnym spojrzeniem w kierunku Anki.
- Nie, nie patrz na mnie, nic z tego, nawet Bartkowi tu nie można zostać do rana, szoruj Jolą i Bartkiem, oni ciebie dostarczy do domu – stanowczo krzyknęła Anna w kierunku Roberta.
- Chodźcie już, bo późno jest i zaraz nas zomowcy drapną – domagał się szybszego wyjścia Romek.
- No właśnie, dlugo będziecie się targować, kto ma iść a kto ma zostać – włączył się Bartek.
- Już, już idziemy, nie płaczcie jak baby – zaśmiała się Jolka, biorąc za rękę swojego Robercika.
- O nareszcie idziemy, dobrze, że to niedaleko – Bartek podszedł do otwierającej drzwi swojej dziewczyny i przytulił ją do siebie szepcząc czule w ucho: kocham ciebie.
Dziewczyna zamknęła drzwi za nimi, machając czule na pożegnanie ręką. Weszła do pokoju i powiedziała do koleżanki:
- Szkoda, że już poszli, mogli zostać, jakoś byśmy się przekimali, ale ten przeklęty gospodarz wrócił, cholera dziad jeden – zaklęła pod nosem.
- No właśnie trzeba chyba poszukać innej stancji, bo my tu mamy jak w XI wieku, żadnych noclegów na lewo, co za życie – wtórowała jej Beata patrząc się przez okno za oddalającymi się przyjaciółmi.
-, Co do tego, aby zmieniać stancje to zły pomysł, kto cię w środku zimy przyjmie na pokój? – stwierdziła stanowczo Anka – no nic trzeba posprzątać i iść spać, no niestety, ale samej, och ja samotna...
Tymczasem towarzystwo dotarło do domu Roberta, który wraz z Jolką weszli do klatki bloku, w którym mieszkał z rodzicami i dwiema siostrami.
- To część, do jutra słodkich snów – krzyknął na pożegnanie Bartek do oddalającej się pary, przyjaciół.
- No, choć muszkieterze odholuję ciebie do portu, szkoda, że sam muszę dziś być w taka noc – zamamrotał sam do siebie Bartek, bo Romek nawet nie odwrócił się do niego.
Do bloku Romka doszli bez problemów, choć mijali się z dwoma patrolami ZOMO, ale ci nie zaczepiali ich tylko głośno komentowali, iż małolaty po na pijali się i idą slalomem po chodniku, Bartek słysząc to jeszcze bardziej kręcił się z Romkiem, aby spotęgować efekt pijanych. Doszli do starej kamienicy, w której mieszkał Romek, ale dziś Bartek miał pecha, do rodziny Romka przyjechali jacyś krewni ze wsi i nie zdążyli na ostatni pociąg, więc musieli nocować, a tym samym chłopak nie miał się gdzie przespać, ale przecież obiecał matce, że wróci przed godziną milicyjną. Zostawił przyjaciela i ze spuszczoną głową udał się podwórkami w kierunku domu. Znał doskonale te skróty, ale też wiedział, że zomowcy tu się kręcą, bo było tu sporo melin pijackich. Mimo postanowił jakoś omijać te podejrzane miejsca. Akurat minęła godzina 23.00, a więc czas nie dla obywateli, tylko dla 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...