Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozmowa w trzech kierunkach - opowiadanie (powtórka) cz 4 z 6


- Ja to myślę, że ojciec powinien wziąć kogoś na stancję lub do pomocy za mieszkanie, tyle teraz kobiet samotnych z dziećmi jest bez mieszkań, może by w tym kierunku poszukać jakiegoś sposobu na opiekę nad ojcem – powiedział to w dość mało przekonujący sposób. Bogdan najmłodszy z synów, który był oczkiem ojca do momentu urodzenia się jego siostry Doroty. Skończył w tym roku 42 lata, pracował jako kierowca w firmie transportowej, choć ukończył technikum gastronomiczne, ale jego prawdziwą pasją było kierowanie samochodami ciężarowymi. Mieszkał wraz z żoną Alicją i ich dwiema córkami, osiemnastoletnią Moniką i o dwa lata młodszą Oliwią, w bloku w trzypokojowym mieszkaniu, ich pragnieniem było mieć dom niedaleko jeziora z własną linia brzegową. Alicja pracowała jako dekorator wnętrz prowadzą swoją jednoosobową firmę.
- Nie, nie to nie wchodzi w rachubę absolutnie to jest wykluczone, przecież jak ktoś wejdzie do domu to potem już nie zechce wyjść z niego, a zwłaszcza samotna kobieta z dziećmi to już i batem nie wygonisz – wykrzyknął Robert wstając z fotela podszedł do okna, które otworzył i przypalił sobie papierosa.
- A byś tu już nie palił i tak tu jest duszno potem ojciec będzie krzyczał, kto tu napalił – odwdzięczył się szybko za jego uszczypliwą wypowiedź w swojej propozycji Bogdan.
 - Dobra teraz ty kolego skoro jesteś najmądrzejszy przedstaw swoją propozycję – zwrócił się do Roberta najstarszy Roman, siadając przy stoliku koło telewizora.
- A co tu najwięcej się szczypać, sprawa jest krótka, skoro ojciec jest już słaby i nie daje sobie rady, a trzeba jemu pomagać i to bez łaski, dobrze rozumiem to, ale jest problem z nim natury takiej, że on nie wie, co ma dalej robić, raz tak chce, innym razem inaczej, a ja myślę, że trzeba go oddać po prostu do domu starców a tam będzie miał wszystko. To chyba dobry jest pomysł według wszystkich zapisów na ziemi, co myślicie o tym?- odwrócił się od okna rzucając prędzej peta w kierunku przebiegającej obok ulicy. Robert drugi z kolei syn w tej rodzinie, miał ciężki charakter, zawsze jego musiało być na wierzchu. Miał 47 lat i pracował w fabryce podzespołów do samochodów jako brygadzista przy taśmie. Jego żona Anna prowadziła własny zakład fryzjerski. Mieli syn i córkę. Mieszkali w małym domku nieopodal ojca Roberta. Nigdy nie ukrywał chęci przejęcia domu rodzinnego dla swojej, rodziny, ale bez żadnych lokatorów a tym bardziej ojca.
- Hej tam na górze schodźcie na kolacje, bo wszystko wystygnie – rozległ się głos Doroty przerywając rozmowę braciom.
- Dobra, dobra zaraz schodzimy, tylko zamknę okno – odkrzyknął Robert zamykając okno.
- No to panowie idziemy coś zjeść, bo i tak nie dojdziemy do porozumienia, może jeszcze będzie okazja do pogadania na ten temat, ale myślę, że trzeba jeszcze zawołać do tego Dorotę to też córka i ma coś do powiedzenia – cichym głosem powiedział Bogdan kierując się ku drzwiom.
- No pewnie, nie wiem, czemu jej dziś nie było a powinna się tym też zainteresować – stwierdził Robert jak zawsze z ironią bez względu, kto to byłby.
- A co ty od niej cierpisz, przecież ona i tak najwięcej pomaga, choćby przy kuchni – odpowiedział Bogdan stając w obronie młodszej siostry.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...