Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Praca - opowiadanie. część 3 z 6

- To moja wina, że dzieci zniknęły, po prostu nie dopilnowałam ich – krzyczała gryząc ze smutku swój szalik.
- Nie mów tak, przecież ty ich kochasz, jeśli już winna, to opiekunka, która zaniedbała swoje obowiązki, tak to wina tej opiekunki – stwierdziła sąsiadka, dumna z tego stwierdzenia.
Aneta spojrzała ze zdziwieniem na kobietę, jakby w duchu przyznając jej racje. Opiekunka, która tego dnia zajmowała się dziećmi, faktycznie nie przewidziała takiego obrotu wydarzeń. Po odebraniu dzieci ze szkoły i przybyciu do domu, gdzie jak zwykle o tej porze, nie było ich rodziców. Opiekunka, młoda dziewczyna, już jakiś czas zajmowała się właśnie dziećmi Anety i Rafała, polecona przez poprzednią opiekunkę. Do dziś rodzice dzieci nie mieli żadnych nieprzyjemności związanych z pracą tejże dziewczyny. Zawsze punktualna, sumienna i dyspozycyjna, pomimo młodego jeszcze wieku, w wolnym stanie, bez innych obowiązków. 
- Policja przesłuchuje opiekunkę, zapewne ją aresztują, przecież jest winna zaginięcia dzieci, dobrze jej tak, nauczy się, że trzeba szanować pracę, zwłaszcza dziś - dalej prowadziła jednostronny dialog z Anetą, która nie odzywała się, tylko ciągle wycierała łzy, lecące strumieniem z jej zapuchniętych oczu – widzisz, kochana taką mamy dziś młodzież, tylko bziu, bziu w głowie, żeby w domu nie upilnować takich dużych dzieci, na pewno jeszcze i kucharką będą przesłuchiwać, też powinna zwracać uwagę tej dziewczynie, co za świat dzisiejszy, jak sama nie dopilnujesz, to potem tak to się kończy – stwierdziła zadowolona z siebie kobieta.
A tym czasem do firmy Rafała dotarł patrol policji, w biurze nie było już praktycznie nikogo, oprócz kierownika działu, właśnie Rafała i jego podwładnego. Mężczyzna zdziwiony widokiem policji, zapytał się, o co chodzi. Policjanci wyjaśnili cel wizyty, pracownik zapukał do biura kierownika z zapytaniem: „szefie, ma pan gości, policja ma do pana pilną sprawę”. 
- Policja, do mnie, a co takiego stało się, dobra niech wejdą… - nie dokończywszy zdania, ujrzał dwóch stróży prawa w drzwiach swojego gabinetu, gdzie spędzał większość czasu w pracy.
- Pan Rafał… ojciec Jasia i Mai – zapytał się starszy stopniem policjant.
- No tak, ale, o co chodzi, ze aż policja, tutaj, mam dużo pracy, ale proszę wejść – odrzekł zaskoczony takim początkiem spotkania.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...