Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 26 marca 2018

Opowiadanie " Nad jeziorem " - jedenasta część z 13, publikacja premierowa...


kierowcę, a potem tę paniusię – spojrzał na Weronikę, której łzy popłynęły po wystraszanej twarzy.
- To, co masz do powiedzenia pismaku - spojrzał na Wojtka, kierując w jego kierunku lufę swego pistoletu.
- Nie mam nic do powiedzenia, nie wiem, czego pan chce od nas…
- Ty skór…nie, to ty nic nie masz do powiedzenia, a kto spał z moją dziewczyną, krasnoludek? - krzyknął zrywając się do Wojtka, przytykając jemu broń do skroni – a kto, powiedz?
- O ile wiem, to moja prywatna sprawa…
- Teraz to ty mądrala, ale jak ja kiblowałem, to ty zabawiałeś się z moją laską, a dziś zapłacisz mi za to, że doprawiałeś mi rogi… ty też – zwrócił się do Jolki – zapłacisz, a Iza dostanie nagrodę, tego zwyrodnialca ha, ha…
- Ty chamie, jak mogłeś, jaka ja byłam naiwna i głupia – krzyknęła Jolka, zasłaniając rękoma twarz.
- Wojtek, co ty chrzanisz, przecież obiecywałeś, że będziemy razem, że wyjedziemy na ciepłą wyspę…. - odezwała się Iza, patrząc z obrzydzeniem na swego kochanka, który jeszcze poprzedniej nocy obiecywał złote góry, gdy przytuleni obejmowali się w jej łóżku – to, co to było wczorajszej nocy…
- To ty byłeś u niej, jak mogłeś, ty bydlaku, przecież byłeś ze mną wczoraj w hotelu… a ty mała dziwko, zawsze chciałaś moich chłopów mieć, ty…
- Zamknąć się do cholery, co to za jazgot, potem was zamknę do kuchni, to sobie porozmawiacie, a teraz ma być cisza… to, na czym zakończyliśmy, panie twórco o siedmiu boleści, o przepraszam, panie bajkopisarzu, a wiesz czytałem twoją jakąś tam bazgraninę, w pudle, gdy ty w tym czasie – zacisnął ze złości zęby, spoglądając na Jolkę, która zdawała sobie teraz dopiero sprawę, że źle postąpiła ufając Robertowi. Dziewczyna kochając Wojtka, nie mogła zapomnieć o Robercie, nie myślała, że ten ostami może ją wykorzystać do swoich niecnych zamiarów, aby zemścić się na Wojtku.
- Wypuść ich wszystkich, masz przecież mnie, bądź facetem… - odezwał się Wojtek, myśląc, że w ten sposób uda się uwolnić kogokolwiek z tu obecnych.
- A ty nie graj bohatera, to nie powieść, to godzina mojej zemsty – wybuchnął ze złością Robert, potrząchający pistoletem w kierunku Wojtka.
- Dość tej zabawy, dawaj mi jakąś skórę i idę pobawić się na górę – krzyknął wychodźcy do domu, kompan Roberta.
- A bierz, kogo chcesz, mi to jest obetkane, zostaw tylko tego pisarza, a reszta jest twoja, jak dasz radę to bierz ich czworo – ryknął Robert śmiechem przypominającym rechot żaby.
- Ej mała – skierował się w kierunku Izy – pójdziesz z wujkiem, to pobawimy się w lekarza, ja ciebie przebadam, ha, ha, ha – podszedł do wystraszonej dziewczyny, chwycił za ramię, jednocześnie przykładając lufę pistoletu do skroni… - nagle osunął się na podłogę… to Wojtek po uwolnieniu związanych swoich rąk, przyłożył pogrzebaczem z tyłu w głowę starszego z napastników, a następnie zbił żarówkę nad stolikiem, zrobiło się zamieszanie – uciekajcie na podwórko – krzyknął do dziewczyn. Zaskoczony Robert takim obrotem wydarzeń i wytrąceniu przez Izę broni




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...